Zakaz deskorolki, nakaz paprotki

Spa­cero­wałem obok Na­ro­dowe­go Ban­ku Pol­skie­go, po­pular­nie zwanego „trum­ną” z racji ksz­tałtu i ko­loru. W jed­nym miej­scu trum­na świe­ciła metalicz­nym po­łyskiem. W pierw­szej ch­wili po­myślałem, że ktoś po­ciągnął po jej fasadzie far­bą. Pod­sze­dłem bliżej. To frag­ment, który zo­stał umyty.

Przez ok­no do­strze­głem wnętrze, pa­prot­kę, fo­tel i za­kaz jaz­dy na de­sko­rol­ce. To praw­dopo­dob­nie pa­lący pro­blem, te de­sko­rol­ki w Na­ro­dowym Ban­ku.

Z kalendarza wolontariusza

Z oka­zji Dnia Ko­biet, frag­men­ty ka­len­darza wo­lon­tariu­sza: Dzień Ko­biet, Dzień Ma­larii.

Sieć problemów humanitarnych

Do­stałem się na opłacony przez PAH kurs pi­sania o „te­ma­ty­ce ro­z­wojowej” w Poyn­ter In­stitu­te. Udało się, mi­mo nie­spełn­io­nych wy­mo­gów for­mal­nych i po­kusie pi­sania ema­ili wier­szem, której ule­głem (patrz wcze­śniej­szy wpis).

Ca­ły czas mnie za­stana­wia­ło, o co chodzi z „te­ma­ty­ką ro­z­wojową” i dlacze­go PAH ch­ciał wchodzić w ta­kie te­ma­ty jak ro­z­wój oso­bi­sty, coaching, sa­mo­realizacja. Nie ch­ciał. Czytając te­mat po­pełn­iłem strasz­ny błąd, po­rów­nywal­ny ze zjechaniem w za­wodach nar­ciar­skich nie po tra­sie, tyl­ko pod wy­ciągiem.

Ro­z­wija­jący się zna­czy bied­ny. Bar­dzo późno zro­zu­mia­łem, że ter­min po­chodzi z po­dzia­łu na kraje ro­z­winięte i ro­z­wija­jące się. To gru­by eu­femizm, który, ow­szem, unika przy­krego słowa, ale jed­nocze­śnie tak mie­sza po­jęcia jak na­zwanie osób głod­nych „na­ja­dającymi się”, a chorych – „zdro­wie­jącymi”. Scen­ka ze sz­pitala: dok­to­rze, ten zdro­wie­jący już chyba nie wyz­dro­wie­je.

Od te­go mo­men­tu po­trak­to­wałem te­mat po­ważn­ie, mo­że na­wet zbyt. W PA­Hu otrzyma­łem ster­tę książek, bro­szur, oko­ło 600 stron na te­mat pi­sania o ak­cjach hu­ma­nitar­nych i krajów ro­z­wija­jących się. Prze­czytałem wszyst­kie, mu­sia­łem prze­cież na­d­ro­bić za­le­gło­ści. Wpierw za­sko­czył mnie roz­sąd­ny ton po­rad­ni­ków, rze­tel­ność i unika­nie prze­mo­cy.

A po­tem otworzyłem an­tyw­zór po­rad­ni­ków: „Świa­to­wa Go­spo­dar­ka Żyw­no­ścio­wa”. Książka przy­taczała słowa Mark­sa, przed­stawia­ła ar­gumen­ty tyl­ko jed­nej stro­ny i sięga­ła po atrak­cyj­ny język: „horyzon­tal­na in­tegra­cja dzia­łal­no­ści kon­cer­nów rol­no-spo­żyw­czych sprawia, że ich mac­ki znaj­dzie­my nie­mal wszędzie, choć bo­gac­two ma­rek mo­że zmylić”. I tak da­lej, 200 stron.

Sieć pro­ble­mów

Lek­tu­ra o mac­kach na­chal­nie mnie in­dok­trynowała. Mu­sia­łem zna­leźć pre­tekst do myśle­nia.

W ma­teria­łach dość często znaj­dywałem stwier­dze­nia ty­pu „głód pro­wadzi do anal­fabe­ty­zmu”. Mówiąc ogól­n­iej, jeden pro­blem hu­ma­nitar­ny pro­wadził do na­stęp­ne­go. Ze­brałem je w po­staci szyb­kie­go dia­gra­mu. Brak wo­dy, pra­ca dzie­ci i emi­gra­cja ułożyły się w sieć.

Wnio­ski? Na pod­stawie ma­teria­łów żad­na strzałka nie pro­wadziła do global­nego ocie­ple­nia. Nie mo­głem umie­ścić ja­ko przy­czyny ro­z­woju prze­mysłu, bo ro­z­wój nie wy­dawał mi się kryzysem hu­ma­nitar­nym sam w so­bie.

Po­cząt­ko­wo umie­ściłem zbyt wie­le przejść, w sz­cze­gól­no­ści uw­zględ­ni­łem „klima­tycz­nych emi­gran­tów”, czyli to, że global­ne ocie­ple­nie pro­wadzi do emi­gra­cji. Pro­wadzi, ale po­śred­nio, przez głód lub bie­dę.I tu­taj ujaw­nił się po­ten­cjał dia­gra­mu.

Można na­zywać bar­dziej złożone ścieżki, jeśli jesz­cze nikt te­go wcze­śniej nie zro­bił. Przy­kład? Nowy ter­min „su­sza mózgu”: czyli zja­wisko, w którym z po­wodu braku wo­dy dzie­ci chodzą długą dro­gę z kar­nistami i w tym cza­sie nie mo­gą się uczyć. Mo­głem tak mnożyć po­jęcia i na­pisać z łatwo­ścią ko­lej­ny tom ”Świa­to­wej Go­spo­dar­ki Żyw­no­ścio­wej”.

Za­miast te­go za­dzwoniłem do MSWiA i ubłaga­łem możl­iwość po­bytu w ośrod­ku dla uchodźc­ów, aby przy­go­to­wać re­por­taż.

Ulica Dowcip

Od daw­na po­dej­rze­wałem, że pra­cow­nicy ad­mi­nistracji publicz­nej zo­stali ob­ciążeni dziw­nym, chorym i nie­zro­zumia­łym po­czuciem hu­mo­ru. W końcu zna­lazłem do­wód.

Za mało na czynsz, zbyt wiele na dom

Z da­le­ka, zza krat fo­to­gra­fo­wałem po­dwór­ko­wy ołt­arz, gdy pod­szedł star­szy mężczy- zna i otworzył furt­kę.

- Mo­że pan wejść i zro­bić z bliska, za­nim Żyd ek­s­mi­tu­je i ten ołt­arz.
- Żyd?
- Zna­lazł się wła­ściciel ka­mie­nicy.
- I pew­nie pod­niósł czynsz.
- Pa­nie, na 2500 zł. Z eme­rytu­ry do­staję półt­o­ra, więc na­wet gdybym ch­ciał, to nie mam. Nie płacę.

Mężczyzna nie wie­dział, ile ro­dzin już się wy­pro­wadziło, ale słyszał przy­najm­niej o 3. Próbo­wałem osza­cować wiel­kość ka­mie­nicy. Cz­te­ry kon­dygna­cje, kil­ka klatek schodowych, oko­ło 40 miesz­kań.

- Cóż zro­bić, ta­kie są pra­wa wol­nego ryn­ku.
- A właśnie, że nie. In­ne pańs­twa, na przy­kład Niem­cy, po­wie­dzia­ły: za­raz, do­stanie­cie z pow­ro­tem swoją własność, ale wpierw za­płaćc­ie za to, co pańs­two władowało w tę ka­mie­nicę przez wszyst­kie lata po woj­nie.

Prze­stęp­stwo

- Czy to jest nor­mal­ne pańs­two, że mu­szę naj­pierw zro­bić prze­stęp­stwo, żebym mógł się starać o miesz­ka­nie?
- Nie ro­zu­miem.
- Jak ja nie mo­gę płacić, to on ma pra­wo w ciągu dwóch, trzech mie­sięcy ska­zać mnie do sądu. Jest sprawa, sąd mnie roz­pa­truje. I wy­daje wy­rok, że mu­szę do­stać miesz­ka­nie. Po­wiedz mi pan, czy to jest nor­mal­ne! …

Prze­cze­ka­łem w ci­szy jego falę wzbu­rze­nia.

- … I tu jest jeden kłopot, jeśli mam 1500 zł, to już miesz­ka­nia nie do­stanę. To za du­żo.

Nie wie­dzia­łem, czy wier­nie po­dał fak­ty, w końcu był stro­ną, ale tak czy ina­czej starość po­zbawio­na łagod­no­ści wy­dawała mi się przy­kra. Miał 66 lat.

- Ten co bu­dował Stadion Na­ro­dowy, ch­ce, aby mu da­li pięćs­et ty­sięcy pre­mii. Sza­now­ny pa­nie, przez dwadzie­ścia lat jeździłem ja­ko kie­row­ca ciężaro­wy, myśmy od­gruzowywali War­sza­wę. Ja mam do­kumen­ty na to wszyst­ko. Stare mia­sto, Wi­słostrada, ko­ło Bie­lan po­szedł ca­ły gruz z War­sza­wy. Ja bu­dowałem War­sza­wę. To cze­mu mi nie dać?

Pow­rót

Kil­ka dni późn­iej po­now­nie spa­ceruję w tej oko­licy i w bramie spo­ty­kam ko­bie­tę. Za­prasza mnie do wej­ścia, naj­wyraźn­iej to już ta­ka tra­dycja ser­decz­no­ści w tym bu­dyn­ku.
- Słysza­łem hi­sto­rię mężczyzny, który płaci tu czynsz 2500 zł.
- No, jeśli ma po­nad 100 m miesz­ka­nie to tak.

Wykres satysfakcji z pracy

Ta hi­sto­ria zdarzyła się ja­kiś czas te­mu.

Go­sia pra­cowała ja­ko ar­chi­tekt, ja pro­gra­mo­wałem. Po pow­ro­cie do do­mu ro­z­ma­wia­liśmy o dniu w fir­mie, wspo­mi­na­liśmy at­mos­ferę, suk­cesy i po­rażki. Nie na­zywaliśmy te­go tak do­słow­nie, ale w grun­cie rze­czy ocenia­liśmy, czy dzień na­le­żał do udanych. A sko­ro sa­tys­fak­cja z pra­cy to ta­ki ważny te­mat, wpa­dłem na po­mysł, aby śle­dzić jej zmia­ny na wy­kresie.

Oś pio­no­wa to sa­tys­fak­cja mie­rzona po­rów­na­niem do fil­mu. Ze­ro­wa sa­tys­fak­cja? Obej­rze­nie pro­gnozy po­go­dy. Re­we­lacyj­ny dzień w pra­cy – jak po wyj­ściu z ki­na po Fi­ght Clu­bie. Zaś Kro­niki Ridica wy­łączyliśmy po pięt­na­stu mi­nutach i uzna­liśmy, że le­piej spędzimy czas choćby sprzątając dom i myjąc ok­na.

Nie wy­zna­czyliśmy naj­gor­sze­go fil­mu. Na sa­mym spo­dzie po­zostało „miej­sce na twoją re­klamę”.

Oś po­zio­ma to ko­lej­ne dni. Wy­kres przed­stawia oko­ło 30 dni, z pew­nymi przer­wami, bo cza­sem za­po­mi­na­liśmy za­noto­wać wy­nik. Ale co to był za mie­siąc. Za­rejestro­waliśmy przej­ście Go­si na 2/5 etatu, a ch­wilę po­tem – odej­ście z pra­cy i wtedy nie­bie­ski wy­kres, czyli sa­tys­fak­cja Go­si, dotk­nął miej­sca na twoją re­klamę.

Wi­docz­ny na ta­blicy Draco, mój zna­jomy po­życzył grę Glen Mo­re, ale już od­dał.