Wysadzenie mostu w Tomaszowie

01 03 2010 at 3:02 am 500/dzień
tags ,
068
Mia­­­­­­­­­now­nik:
Edrache i Ka­­­­­­­­­pust­ka

Do­­­­­­­­­pełn­­­­­­­­­ia się
rysunek te­­­­­­­­k­stem lub tekst rysun­kiem

Celow­nik:
1 rysunek i 500 słów dzie­­­­­­­­n­nie

— tu­­­­­­­­­taj celowo po­­­­­­­­­mi­­­­­­­­­nięty bie­­­­­­­­r­nik

Na­­­­­­­­­d­rzęd­nik:
z kim z czym łatwiej po­­­­­­­­­ko­­­­­­­­­nać bie­­­­­­­­r­nik?

Mie­­­­­­­­j­scow­nik:
edrache.pl oraz ka­­­­­­­­­pust­ka.net

— wo­­­­­­­­­łacz na­­­­­­­­­stępuje po­­­­­­­­­ni­żej

To­mek wszedł do skle­pu i bez ro­z­glądania skręcił w stro­nę re­ga­łu. Zro­bił kil­ka kro­ków, przy­kuc­nął i ch­wycił cz­te­ry pacz­ki mu­ru pruskie­go w ska­li 1:72. Odw­rócił się w stro­nę ka­sy i za­trzymał. Zo­baczył nową oso­bę. Za­gubio­ną w pierw­szym dniu pra­cy. Jej nie­po­układane czar­ne włosy spa­dały na dziew­częce ramio­na. Roz­czuliła go ta nie­win­ność obok pół­ek z mi­nia­tu­ro­wymi czołg­a­mi. By­ło coś nie­zwykłego w życz­liwo­ści, z ja­ką pa­trzyła na żołn­ie­rzy Africa Corps. Wy­ro­zumia­ło­ści do piątej pan­cer­nej. Czuło­ści do PzKpfw V Pan­tery. To­mek ucie­szył się na jej wi­dok i pod­szedł. Po­myślał, że ona zaw­sze wy­gląda, jak­by właśnie przed ch­wilą wstała. Że jest chodzącym po­ran­kiem.

Miał już coś po­wie­dzieć, ale tyl­ko wy­mie­nili spoj­rze­nie. Uśmiech­nął się i skrępo­wany oznaj­mił za­sad­ni­czo – Ja tyl­ko te cz­te­ry ścian­ki. – Zdawał so­bie sprawę ze swojej nie­po­rad­no­ści i krępo­wało go to jesz­cze bar­dziej. Ner­wowym szarp­nięciem spa­ko­wał za­kupy i w ch­wili płacenia po­wie­dział – O rany, czuję się jak­bym był w ska­li 1:300. – Gdy wracał do­stał na­pa­du śmie­chu na wi­dok na­pisu w au­to­bu­sie „po usłysze­niu sy­gna­łu nie wchodzić„.

Wrócił do pra­cow­ni. Razem z Ro­ber­tem składali ma­kie­tę wy­sadze­nia mo­stu w To­ma­szowie Ma­zowiec­kim pod­czas drugiej woj­ny świa­to­wej.
- Słuchaj, co się wy­darzyło!
- Przy­jechała już do­stawa ka­tiu­szy?
- Nie, to co in­nego. Jest nowa sprze­daw­czyni w skle­pie!
- Ooo. Faj­na?
- Po­wiem sz­cze­rze, stary, ona jest bo­ska!
- Ro­z­ma­wia­łeś z nią? Pew­nie uważa, że bagnet to ro­dzaj czap­ki …
- Nie da­łem rady.
- A kupiłeś wszyst­ko?
- Za­pom­nia­łem far­bek.
- No to dziś do­kończę tyl­ko przęsła.

Przy pra­cy do­ga­dywali się bez słów. To­mek był bar­dzo spo­koj­ny i opa­nowany. Dlatego wy­cinał, kle­ił i or­ga­nizował. W po­rów­na­niu z nim, Ro­bert był świrem. Lu­bił ma­lować za­ma­szy­sty­mi ruchami, ob­sy­pywać scenerię imi­tacją traw­nika i do­cze­piać dym z waty. Przy trze­ciej ma­kie­cie re­alistycz­nie od­tworzył pa­lący się czołg. Wy­pa­ko­wał go za­pałk­a­mi, przy­ga­sił świa­tła i po­d­łożył ogień. Po tym wy­darze­niu na pe­wien czas się po­kłócili.

O ósmej wie­czorem ro­z­bo­lały ich ple­cy od ciągłego po­chyle­nia. Wysz­li po­chodzić po mie­ście. Le­niwie spa­cero­wali w nie­krępującej ci­szy. To­mek za­mk­nął się w myślach o chodzącym po­ran­ku. Ch­ciał ją mieć blisko i po­dzi­wiać, jak ma­kie­tę obro­ny Pocz­ty Gdańs­kiej. Od­ga­dywał spo­sób, w ja­ki od­czytała jego głupie słowa „czuję się jak w ska­li 1:300”. Czy to za­brz­mia­ło jak użalanie? A mo­że prze­sad­na pew­ność sie­bie?

Ro­bert wpadł na sza­lony po­mysł, aby za­in­scenizować dwuty­go­dnio­wy ostrzał ar­ty­le­ryj­ski przy­stan­ku PKS. – A tu­taj wy­bu­cha osiem­dzie­siąt­ka za­pa­lająca – krzyk­nął i rzucił się na tra­wę. Wy­rywał ją gar­ścia­mi a po­tem pod­pa­lał roz­kład jaz­dy na oczach starych zna­jomych. Gdy jeden z nich po­wie­dział, że to prze­sada, Ro­bert za­czął go prze­drzeźn­iać. Pow­tarzał każde jego słowo i gest, ku ro­z­bawie­niu in­nych. Na ko­niec spo­strzegł sie­dzącego Tom­ka, uśmiech­niętego do swoich myśli. Wtedy rzucił – stary mu­sisz mi ją w końcu po­ka­zać! Idzie­my tam jutro razem.

Wi­zytę za­planowali jak dzia­łania woj­sko­we. W pierw­szym planie To­mek chowa się za pułk­a­mi i ob­ser­wuje do wo­li, pod­czas gdy Ro­bert odw­raca uwagę. Po­prawio­na wer­sja za­kładała, że Ro­bert przew­róci półkę i zro­bi bałagan, aby To­mek mógł nie­ocze­ki­wanie przyjść z po­mo­cą w sprzątaniu.

Wesz­li do skle­pu. To­mek z trudem opa­nował chęć uciecz­ki i odw­rócił się do re­ga­łu. W przesz­klonym od­bi­ciu próbo­wał do­strzec jej fan­tazyj­ne włosy, w których za­pląty­wał się nie­zliczoną ilość razy, jej drob­ną fi­gurę, którą obej­mo­wał i tu­lił. Nie słyszał ro­z­mo­wy przy ka­sie, ogłuszał go własny puls. W tym cza­sie Ro­bert, uradowany ca­łą sy­tu­acją, pod­szedł i po­wie­dział:
- Cześć. Po­myślałem, że mo­że by­śmy gdzieś wy­sko­czyli. Ty i ja. Na przy­kład jutro, jak skończysz pra­cę. Co ty na to?

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.