Wszystkie ekipy świata

10 03 2010 at 12:39 am 500/dzień
tags , ,
069
Mia­­­­­­­­­­­­­­­­now­nik:
Edrache i Ka­­­­­­­­­­­­­­­­pust­ka

Do­­­­­­­­­­­­­­­­pełn­­­­­­­­­­­­­­­­ia się
rysunek te­­­­­­­­­­­­­­­k­stem lub tekst rysun­kiem

Celow­nik:
1 rysunek i 500 słów dzie­­­­­­­­­­­­­­­n­nie

— tu­­­­­­­­­­­­­­­­taj celowo po­­­­­­­­­­­­­­­­mi­­­­­­­­­­­­­­­­nięty bie­­­­­­­­­­­­­­­r­nik

Na­­­­­­­­­­­­­­­­d­rzęd­nik:
z kim z czym łatwiej po­­­­­­­­­­­­­­­­ko­­­­­­­­­­­­­­­­nać bie­­­­­­­­­­­­­­­r­nik?

Mie­­­­­­­­­­­­­­­j­scow­nik:
edrache.pl oraz ka­­­­­­­­­­­­­­­­pust­ka.net

— wo­­­­­­­­­­­­­­­­łacz na­­­­­­­­­­­­­­­­stępuje po­­­­­­­­­­­­­­­­ni­żej

- Wraca­jąc do te­ma­tu gra­nic … uważam, że ocean jest nie­skończony. –  Słuchałam be­z­ustan­nej ro­z­mo­wy jeża mor­skie­go z ro­z­gwiaz­dą.
- O, to cie­ka­we. Czyżb­yś prze­d­ry­fo­wał przez ka­nion, że to mówisz?
- Nig­dy tam nie by­łem  … – Ja rów­nież. Pa­nicz­nie bo­ję się po­dróży.
- … ale słysza­łem, co jest da­lej. Ocean i na­stęp­ny ka­nion.
- Czyżby od tej ja­zgo­czącej krewet­ki z wy­bu­ja­łą fan­tazją.
- Za­łóżmy na ch­wilę, że mia­ła rację. – Gdy za­pa­da ciem­ność, to wy­łącz­nie ro­z­ma­wia­my i cze­ka­my na eki­pę płetwonur­ków z latar­ką. Do­pie­ro wtedy krewet­ki drążą od daw­na obie­ca­ne tu­nele a pod­naw­ki czysz­czą ko­na­jące z brudu zwie­rzęta.
- Przy­pad­kiem można dojść z błędu do praw­dy, ale nie na­zwę te­go po­dej­ściem nau­ko­wym.
- Po­słuchaj wnio­sku! Jeśli za każd­ym ka­nio­nem jest ko­lej­ny, to ocean nie ma gra­nic. – Im bar­dziej nie­widome są ga­tun­ki, tym bar­dziej ab­s­trak­cyj­ne i po­zbawio­ne kon­kretu ich ro­z­ważania.
- To pięk­na de­duk­cja, na złej prze­słan­ce. – Jeż mor­ski i ro­z­gwiaz­da są śle­pe.

W środ­ku ro­z­mo­wy za­sy­pia­ją. Z po­wodu stałej ciem­no­ści i tem­peratu­ry, sen przy­chodzi w przy­pad­ko­wych ch­wilach. Strasz­nie mi dusz­no. Dziś prąd jest słaby i po­rywa za ma­ło tle­nu. Opad­nięta, już pra­wie śnię, gdy pod­pływa płaszcz­ka.

- Po­myślałem, że masz ochotę po­czuć się po­trzeb­na.
- Ja?
- Gru­bym pod­naw­kom, tym pod starym ko­ralem, za­po­wie­trzył się tu­nel.
- Nie sz­cze­gól­nie mam ochotę się ruszać. – Sz­cze­re wy­zna­nie na ch­wilę go za­ska­kuje.
- Zo­stawiłb­ym cię w spo­ko­ju, ale tyl­ko ty po­trafisz im po­móc. A po­za tym to miej­sce cię za­cie­ka­wi. Pa­nuje tam zupełna ci­sza, bo wszy­scy się wy­pro­wadzili.
- Do­bra,  ale pod warun­kiem, że ro­zej­rzycie się za kimś drugim na przy­szłość.

Miał rację. To naj­dziw­niej­sze miej­sce, w ja­kim by­łam. Ab­so­lut­na pust­ka. Z pew­nym trudem prze­chodzę przez wąskie przej­ście. Nik­ną głosy. Tu­nel jest tak wąski, że mo­ge zaw­rócić do­pie­ro w ko­mo­rze. Bar­dzo to nie­przyjem­ne od­czucie. Mam ochotę za­winąć się w kłębek. Tra­fiam na ro­z­widle­nie i tro­chę błądzę. Ramio­na­mi szoruję po ścia­nach. Od strachu i braku tle­nu opa­dam. Mo­że ten tu­nel nie ist­nie­je? Czy mo­gę wy­ka­zać to de­duk­cyj­nie?

Na­gle do­ty­kam zim­nej plamy po­wie­trza. Ucie­szona ude­rzam w nią i ubi­jam. Do­cie­ra do mnie przy­jem­na, ożyw­cza fala. Cze­kam ch­wilę, aż wrócę do sił, po czym wy­ciągam ramię w stro­nę su­fi­tu i za­ciskam przys­saw­ki. Ostrożn­ie na­pełn­iam po­zostałe ramio­na. Wy­gląda to za­baw­nie, gdyż na­po­wie­trzone od­nóża unoszą się i wy­glądam jak ośmior­nica, która per­ma­nent­nie się pod­daje. Al­bo ta­ka, co próbu­je wy­straszyć prze­ciw­nika udając, że jest o wie­le wyższa, niż w rze­czywisto­ści.

Na zew­nątrz uwięzio­ne dro­bi­ny na­gle łączą się i for­mu­ją jed­ną ogrom­ną bańkę, ze mną w środ­ku. Z prze­rażeniem wi­dzę, jak be­z­wład­nie od­dalam się od dna i szyb­ko unoszę. Za­ma­chem próbu­ję przer­wać pułap­kę, ale po­łów­ki łączą się od razu. Słab­nie ci­śnie­nie i rzuca mną moc­ny prąd. Wrzesz­czę. Ch­cę wracać. Z pow­ro­tem do ciem­no­ści i zna­jomych. W wy­so­kich par­tiach ro­bi się ośle­pia­jąco żółto. Bańka pęka do­pie­ro przy zde­rze­niu z po­wierzch­nią oceanu.

Za­raz po uwol­nie­niu zw­racam się w dół. Sil­ny prąd z pew­no­ścią od­dalił mnie na od­le­głość wie­lu ka­nio­nów, które zo­baczę za­nim wrócę. Ale zro­bię to i gdy po ro­z­łące spot­kam jeża, to po­wiem mu, że krok in­duk­cyj­ny był całk­iem do­bry. I dlatego nie po­dej­mę się od­po­wie­trzania już nig­dy więcej. Na­wet, jeśli na dno zej­dą wszyst­kie eki­py płetwonur­ków świa­ta i krewet­ki osza­le­ją od tem­pa pra­cy. Ja będę sie­dzieć spo­koj­nie.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.