Wilkołak

11 03 2010 at 11:50 pm 500/dzień
tags
072
Mia­­­­­­­­­­­­­­­­­now­nik:
Edrache i Ka­­­­­­­­­­­­­­­­­pust­ka

Do­­­­­­­­­­­­­­­­­pełn­­­­­­­­­­­­­­­­­ia się
rysunek te­­­­­­­­­­­­­­­­k­stem lub tekst rysun­kiem

Celow­nik:
1 rysunek i 500 słów dzie­­­­­­­­­­­­­­­­n­nie

— tu­­­­­­­­­­­­­­­­­taj celowo po­­­­­­­­­­­­­­­­­mi­­­­­­­­­­­­­­­­­nięty bie­­­­­­­­­­­­­­­­r­nik

Na­­­­­­­­­­­­­­­­­d­rzęd­nik:
z kim z czym łatwiej po­­­­­­­­­­­­­­­­­ko­­­­­­­­­­­­­­­­­nać bie­­­­­­­­­­­­­­­­r­nik?

Mie­­­­­­­­­­­­­­­­j­scow­nik:
edrache.pl oraz ka­­­­­­­­­­­­­­­­­pust­ka.net

— wo­­­­­­­­­­­­­­­­­łacz na­­­­­­­­­­­­­­­­­stępuje po­­­­­­­­­­­­­­­­­ni­żej

Ten wpis to jed­nocze­śnie wy­ja­śnie­nie braku tek­stu wczoraj…

1

Drugi raz idę na obiad do „kebabow­ni”. Do­brze, że od­kryłem chociaż to miej­sce, gdy zna­ko­mi­cie go­tu­jący Sy­ryj­czyk Has­san prze­pro­wadził się na war­szaw­ską Sa­dybę i po­zostawił w oko­licy tyl­ko Mc Do­nalds i upior­ny bar Or­nak „nie­ko­niecz­nie świe­żo, ale tłusto”. W kebabow­ni ob­sługuje sym­pa­tycz­na dziew­czyna. Pod­chodzę.
- Czy nie będzie pro­ble­mu z tą przy­nie­sio­ną pusz­ka coli?
- Oj nie, u nas z własną puszecz­ką nie wol­no.
Opusz­czam wzrok i speszony układam słowa wy­ja­śnień. Po­nie­waż nie sprze­dają te­go na­po­ju, to chyba nic złego nie ro­bię. Dziew­czyna odzywa się po­now­nie, ro­z­we­se­lona i uśmiech­nięta – Ja tyl­ko żar­to­wałam!- Sia­dam i po­żeram ta­lerz kur­czaka z fryt­ka­mi w ostrym so­sie, tro­chę zły, że nie po­zna­łem się na dow­cipie.

2

Po pra­cy bie­gnę na umówio­ną par­tię gry plan­szowej Bat­tle­star Ga­lac­tica w nowym gro­nie.
- Gra­cze są ta­jem­nie roz­dzie­lani. Celem lu­dzi jest prze­życie, celem Cylonów jest śmierć lu­dzi.
- A Cyloni nie bo­ją się śmier­ci? – pytam, gdy oka­zuje się, że zwyciężą na­wet, jeśli wy­buch­ną.
- Nie, po­nie­waż oni się re­generują.
- Czyli pew­nie nie czytają książek krymi­nal­nych, bo nie dzia­ła re­guła Aga­ty Ch­ristie: „nic tak nie ożywia po­wie­ści jak ko­lej­ny trup”.
- Fik­cja literac­ka ich nie in­teresuje, bo ca­ły czas wy­obrażają so­bie, że są gdzieś in­dziej.
- Jesteśmy te­raz w biu­rze po go­dzinach.
- A Cylon będzie wi­dział, przy­kładowo, plażę.
- Pew­nie wy­ja­śnie­nie, dlacze­go nie wpa­da na ścia­ny i meble, zo­stało w se­ria­lu dziw­nie prze­mil­czane? – Nie do­staję od­po­wie­dzi.

Wy­bie­ram po­stać To­ma Ze­reka. Na zdjęciu wy­gląda jak pra­cow­nik miej­skich za­kładów ka­na­lizacji. Do­po­wia­dam so­bie, że latami pra­cowałem ja­ko mechanik, po­tem w ad­mi­nistracji, aż po wie­lu in­trygach zo­stałem wi­cepre­zyden­tem. Te­raz mam tyl­ko jeden cel: pre­zyden­tu­ra. Od­grywam ro­lę z en­tu­zja­zmem. Wy­głaszam prze­mo­wy, oskar­żam de­cyzje obec­nego przy­wód­cy, agitu­ję, błagam i za­straszam. Kil­ka razy ogłaszam wy­bo­ry, na które tra­cimy cen­ne su­row­ce. To ważne. Gram ja­ko Cylon, ale nie spo­sób mnie od­różn­ić od świra. Ide­al­ny ka­mu­flaż.

Mi­ja trze­cia go­dzina, a za­po­wia­da się na drugie ty­le. Słab­nę i zie­wam. In­ni to do­strze­ga­ją. Na­bie­rają po­dej­rzeń, że przy­cich­łem, bo jestem zdraj­cą. Źle się czuję. Brakuje po­wie­trza. Na­stępuje sz­częśliwa run­da dla lu­dzi. Po­dob­no nig­dy nie wy­gra­li. Om­dle­wam na krze­sło. Dusz­no, jak­by ktoś przy­walił mi w brzuch i pow­tarzał ude­rze­nie, gdy tyl­ko odzyskam od­dech. Zde­spero­wany wstaję – Czuję się okrop­nie i wi­dzę bia­ły tu­nel, ale spróbu­ję do­tr­wać. Pój­dę do otwar­tego ok­na na ko­rytarzu. – Pa­dam na pa­rapet i cze­kam trzydzie­ści mi­nut na swoją ko­lej­kę. I na­stęp­ne cz­te­ry.

Ca­ły blady dzwonię do Go­si o dwudzie­stej trze­ciej. Zau­ważyli­ście jak osz­czędzamy słowa w ch­wili wy­czer­pa­nia? Zni­ka­ją for­my grzecz­no­ścio­we, wąt­pliwo­ści i opisy. Prze­ka­zuję dy­rek­ty­wy.  W tym sen­sie zo­stałem pre­zyden­tem.
- Bar­dzo źle się czuję.
- Gdzie jesteś? Jesz­cze gra­cie? Przy­jechać po Cie­bie?
- Mu­szę wrócić do do­mu – jęczę jak po­strze­lony żołn­ierz da­le­ko od oj­czyzny. Do­bie­ga­ją mnie dźw­ięki za­kończonej ro­z­gryw­ki. Kończę ro­z­mo­wę. Wracam i wy­daję ko­lej­ne dwa roz­po­rządze­nia – Czy ktoś jest sa­mo­chodem? … Czy mo­żemy jechać, TE­RAZ?

Ch­wilę późn­iej wlokę noga­mi przez bramę. Na­gle sch­nie mi w gar­dle i mdli. Strze­lam pa­wia, po czym prze­rażony chowam się do zsy­pu, gdzie pa­dam na ko­lana, wy­ciągam ręce, wy­glądam jak pies i rzygam da­lej. Ude­rza­ją mnie trzy spo­strze­żenia. Pierw­sze, że ten dziw­ny ka­szel, który cza­sem słyszę w nocy na ulicy, to nie ka­szel jest. Drugie, że właśnie od­kryłem neo-awan­gar­dowe wcie­le­nie wil­ko­łaka, za dnia całk­iem nor­mal­nego, ale o półn­ocy wstaję do życia, ja­ko pies pod ok­nem sąsia­da. Trze­cie, że „kebabow­nia” od­pa­da – z pusz­ką, czy bez.

One Response to “Wilkołak”

  1. kapustka says:

    … czwarty wniosek: jeśli gra trwa 6.5h, to w instrukcja powinna uwzględnić sytuację, gdy jakiś gracz zachoruje lub zejdzie ze starości …

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.