Rekonfiguracja

19 02 2010 at 1:31 am 500/dzień
tags ,

spac

Mia­­now­nik:
Edrache i Ka­­pust­ka

Do­­pełn­­ia się
rysunek te­k­stem lub tekst rysun­kiem

Celow­nik:
1 rysunek i 500 słów dzie­n­nie

— tu­­taj celowo po­­mi­­nięty bie­r­nik

Na­­d­rzęd­nik:
z kim z czym łatwiej po­­ko­­nać bie­r­nik?

Mie­j­scow­nik:
edrache.pl oraz ka­­pust­ka.net

— wo­­łacz na­­stępuje po­­ni­żej

Za­mykam oczy. Czer­wony po­blask prze­chodzi w zie­leń, po czym to­nie w gra­na­to­woczar­nej głębi. Jutro do­datek do ga­ze­ty wy­bor­czej. Ciem­ne mo­rze po­woli falu­je, a ja razem z nim unoszę się i opa­dam. Jeśli rzucę się do pra­cy rano, to jesz­cze dam radę się wy­rato­wać na po­łu­dnio­we spot­ka­nie. Do­bra, ci­cho, idzie­my spać. Zwinięty w kłębek ob­ra­cam się nie­ważko. Bo­że, żeby tyl­ko Da­wid też się nie wy­ro­bił, na jego tle mo­że na­wet wy­pad­nę po­zytyw­nie! Spo­koj­nie. Głębo­ki wdech. Fala od­prężenia od stóp, przez łyd­ki, uda, brzuch. Na ulicy prze­jeżdża sa­mo­chód. Jestem po­twor­nie śp­iący, mu­szę za­snąć. Na ulicy prze­jeżdża sa­mo­chód z wy­kręconym tłumi­kiem. Wy­obrażam so­bie, że pra­cu­ję, pra­cu­ję w fabryce za­bawek.

Sto­isko to dwie ta­śmy. Na dal­szej dwadzie­ścia ty­sięcy nóg, na bliższej dzie­sięć ty­sięcy kor­pusów. Za­trzymu­ją się na se­kun­dę. Ch­wytam kończyny i jed­nocze­śnie do­ciskam z prze­ciw­nych stron. Usz­ko­dzone eg­zem­plarze za­bie­ram do do­mu. Gdy ich ster­ta nie mie­ści się w sza­fie, to ro­bię se­lek­cję i za­chowuję tyl­ko te w lep­szym stanie. Jesz­cze nie wiem, co z ni­mi zro­bię. Po­noć An­drzej ma­lu­je im pa­znok­cie. Bo­ję się go. Dziś je upięk­sza a jutro zwariu­je i zacz­nie mor­dować.

Ch­wyciłem, do­cisnąłem, spoj­rzałem na Grześka, ch­wyciłem, do­cisnąłem, wy­gląda go­rzej od tych lalek, ch­wyciłem, do­cisnąłem, wczoraj jego dzie­ciak straszył, że uciek­nie, ch­wyciłem, do­cisnąłem, ja bym go ch­wycił i do­cisnął, ch­wyciłem, do­cisnąłem, ale to tyl­ko łatwo tak mówić. Na­gle ta­śma za­trzyma­ła się. Na krót­ko za­pa­dła ci­sza, po czym usłysza­łem zna­jomy na­rastający sz­mer. Czę­ści za­bawek dr­żały. Po­woli pod­nosiły się, aż do pełn­ego stania i da­lej. Nóżki stanęły lek­ko na sa­mych pal­cach i po ch­wili wzbi­ły się w po­wie­trze. Część osób wy­szła na pa­pie­ro­sa – re­kon­fi­guracja tr­wa od dzie­sięciu mi­nut do go­dziny.

Le­żę już ty­le cza­su, że zgłod­nia­łem. Nie za­pa­lając świa­tła, wchodzę do kuch­ni i po­żeram ka­nap­ki. Wiem, że to niez­dro­we, ale ten do­dat­ko­wy ciężar do­ciska mnie do gra­na­to­woczar­nej głębi i ułatwia uto­nięcie.

W ch­wili, gdy kom­po­nen­ty krążyły pod da­chem hali ni­czym ch­ma­ra ptaków, pre­zes zgro­ma­dził wszyst­kich i oznaj­mił, że w ciągu dwóch go­dzin mu­si zwol­nić po­łowę z nas. Sto­imy i cze­ka­my na ko­niec re­kon­fi­guracji. Próbu­ję ro­z­ma­wiać z Grześk­iem, ale nie od­po­wia­da. Pow­tarza tyl­ko „to strasz­ne” mniej więcej raz na se­kun­dę. Niek­tórzy chyba płaczą. Ja nie czuję zupełn­ie nic i tyl­ko za­stana­wiam się, co zde­cydu­je o po­zostaniu. Po­rusza się tyl­ko wir za­bawek nad na­mi … i An­drzej! Już myślę, że to jest właśnie ten mo­ment, w którym pękł i zacz­nie mor­dować, ale on bie­gnie po odłożone de­fek­ty i ner­wowo je składa. Pod­chodzą in­ni. W ostat­niej ch­wili próbu­ją zro­bić do­bre wrażenie i mon­tu­ją od­pa­dy. Dwie go­dziny późn­iej to właśnie oni są od­prawia­ni.

Po­zostaliśmy w mniej­szym gro­nie. Składam jed­ną za­baw­kę w pół se­kun­dy. To cz­te­ry szyb­kie ruchy. Nie spo­glądam na Grześka. Nie gro­ma­dzę nóżek do do­mu. Nie da­ję rady zdążyć na każdy kor­pus. Aż wpa­dam na po­mysł – będę od razu ch­wytał więk­szy za­pas. Właśnie wtedy halę po­now­nie wy­pełn­ia głos pre­ze­sa. Z głośnika mówi, że za pierw­szym razem nie po­wie­dział nam wszyst­kie­go – mu­si zwol­nić jesz­cze raz po­łowę osób. Nie wiem, czy ch­cę po­zostać.

Horyzont zdaje się ro­z­ja­śniać blaskiem nad­chodzącego dnia. Wstaję, po czym przez dzie­sięć mi­nut oglądam sy­gnał kon­trol­ny w te­le­wizji. Mo­noton­ne pisz­cze­nie mo­du­lu­je się pod­czas zie­wania. Wchodzę do łóżka po raz trze­ci.

Uświa­damiam so­bie, że nie­zależn­ie od te­go, czy po­zostanę, czy odej­dę, nie będzie tak do­brze jak kie­dyś. Spo­glądam na za­gubio­nego Grześka. Ob­sługuje każdą lal­kę, ale wstawia tyl­ko jed­ną nóżkę. Po raz ostat­ni za­bie­ram do do­mu siat­kę de­fek­tów. Czę­ści, które nig­dy nie unio­sły się pod­czas re­kon­fi­guracji. Wstawiam je do sza­fy. Za­ciągam kołd­rę. Straciłem pra­cę. W końcu za­sy­piam.

2 Responses to “Rekonfiguracja”

  1. radxcell says:

    ładnie panie ładnie, rozpisaliśmy się. jak na razie mój faworyt to przyciśnięty do szyby. jednak jestem samcem żądnym krwi ;)

  2. kapustka says:

    Cześć! Och tak, pisanie tamtego to była radocha. Co chwilę wybuchałem śmiechem i pisałem dalej.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.