Fenotyp pokolenia.

20 02 2010 at 3:49 am 500/dzień
tags ,

fenotyp

Mia­­­now­nik:
Edrache i Ka­­­pust­ka

Do­­­pełn­­­ia się
rysunek te­­k­stem lub tekst rysun­kiem

Celow­nik:
1 rysunek i 500 słów dzie­­n­nie

— tu­­­taj celowo po­­­mi­­­nięty bie­­r­nik

Na­­­d­rzęd­nik:
z kim z czym łatwiej po­­­ko­­­nać bie­­r­nik?

Mie­­j­scow­nik:
edrache.pl oraz ka­­­pust­ka.net

— wo­­­łacz na­­­stępuje po­­­ni­żej

1.
Po­daj fenotyp po­ko­le­nia F1 sa­mic musz­ki owocowej „dzi­kiej” o czer­wonych oczach, z sam­ca­mi żółt­y­mi. Od­czytałem dziś po raz czwar­ty i po­grążyłem się w ga­ze­cie. Nie jestem naj­lep­szym dy­dak­ty­kiem, ale ni­ko­go o tę pra­cę nie pro­siłem. Wy­mień możl­iwe ga­mety nie­bie­sko­okiej ko­bie­ty z dal­to­nistą. Zau­ważyli­ście, ja­kie ge­nety­ka ma upo­dobanie na punk­cie oczu?

Po­tem się wzbu­rzyłem. Rudy stu­dent z drugie­go rzędu wstał i pod­szedł. W spo­sób da­le­ki od grzecz­no­ści stanął na­de mną, cze­ka­jąc, aż przer­wę lek­tu­rę i po­święcę mu uwagę. Za­dał po­kręcone pytanie. Od­po­wie­dzia­łem mu, przy­po­mi­na­jąc o pierw­szym pra­wie Men­dla. W trak­cie tłuma­cze­nia prze­sad­nie ki­wał głową, po czym usiadł, od­cze­kał, i jesz­cze raz przy­szedł z tą jed­ną, prze­raźl­iwie sa­mot­ną sza­rą ko­mór­ką, i za­pytał o to sa­mo!

Wy­ja­śniłem, tym razem z przy­kładami. Na­gle ch­łopak za­atako­wał: „Skąd mo­gę wie­dzieć, że tak jest? Czy Pro­fesor jest te­go pe­wien?”. Przez mi­nutę myślałem, co po­wie­dzieć. Wy­daje się możl­iwe, że Men­del po­pełn­ił błąd. Pod­stawowe twier­dze­nia są za­łożyciel­skie dla nau­ki, ale jed­nocze­śnie naj­bar­dziej po­dej­rzane. Być mo­że źle in­ter­pre­tu­jemy wy­niki, ale przez przy­pa­dek ta teoria pa­suje do do­tych­czaso­wych prób. Gru­pa pod­ch­wyciła sen­sację i tor­tu­ro­wała mnie do­cie­ka­nia­mi.

2.
W pra­cow­ni pod­sze­dłem do rzędów ze słoika­mi. W środ­ku musz­ki „dzi­ki” i nor­mal­ne, spraw­dzają mo­ją dok­to­ranc­ką te­zę, że ilość mu­tacji za­le­ży od tem­peratu­ry. Prze­sze­dłem do kuch­ni przy­go­to­wać po­żyw­kę z mąki kukurydzia­nej, aga­ru, cu­kru, wo­dy i drożdży. Nie znoszę te­go.

Ze złą wia­domo­ścią od­wie­dził mnie pro­mo­tor. Z ostat­nie­go sprawoz­dania nie wy­nika­ją żad­ne wnio­ski. Za­czął się iryto­wać, chyba zresz­tą słusz­nie, że po dwóch latach i 100 ki­logra­mach mąki kukurydzia­nej wciąż tkwię na sa­mym po­cząt­ku. Do­wie­dział się też o mo­jej ro­z­mo­wie ze stu­den­tami, w której po­d­wa­żałem pod­stawy ge­nety­ki. Na ko­niec po­wie­dział: „Na­praw­dę przy­kro mi to mówić, ale nie spraw­dzasz się za­rów­no ja­ko nau­czyciel, jak i badacz. Po­ważn­ie za­stana­wiam się, dlacze­go uczel­nia po­win­na da­lej udzie­lać ci miej­sca i środ­ków”.

Zau­ważyli­ście, ja­kie ge­nety­ka ma upo­dobanie na punk­cie oczu? Sz­ko­da, że nie wi­dzie­li­ście mo­ich, w tam­tej sy­tu­acji.

3.
Wpa­dam do pra­cow­ni o pierw­szej w nocy. Rzucam spoj­rze­nie na na­czynie z in­sek­tami. Walę pię­ścią w blat. Jesz­cze raz. Po­now­nie. Zim­ny skurcz bie­gnie po ręce. Ale ul­ga zni­ka już po ch­wili. Krzyczę na „dzi­ka”. Ty gnido! Już ja się z to­bą ro­z­liczę. Straszę go eterem. Ch­cę jed­nak, aby był przy­tom­ny, gdy mi za­płaci, za te lata go­to­wania. Otwie­ram ok­no i stawiam ka­na­lię na pa­rapecie. Bie­gnę po jego ulu­bio­ną mąkę. Na jego czer­wonych oczach wy­rzucam ją. Z chod­ni­ka do­chodzi huk pęka­jącego opa­ko­wania.

Gwałt­ow­nie ch­wytam na­kręt­kę. Gryzę ligninę. Zlizuję watę. Pod­noszę słoik z musz­ka­mi do ust i gwałt­ow­nie wciągam po­wie­trze. Deszcz owocówek spa­da mi na język. Mlasz­czę tak głośno, jak to możl­iwe. Żółte sma­kują le­piej, ale nie jestem pe­wien. Po­tem pusz­czam słoik na po­d­łogę i prze­chadzam się ucie­szony. W końcu sia­dam na blacie i bez­tro­sko ma­cham noga­mi.

4.
Przez mi­nutę myślałem, co po­wie­dzieć. Wy­daje się możl­iwe, że Men­del po­pełn­ił błąd, ale mu­simy prze­cież wy­ka­zać się choćby tą odro­bi­ną do­brej wia­ry. Na­wet jeśli na­sze wy­obrażenie o ge­nety­ce jest całk­iem myl­ne, ale przy­pad­kiem po­zwala na prak­tycz­ne za­sto­so­wania, to nie ma po­wodu do zmar­twień.

5.
W pra­cow­ni pod­sze­dłem do rzędów ze słoika­mi. W środ­ku musz­ki „dzi­ki” i nor­mal­ne, spraw­dzają mo­ją dok­to­ranc­ką te­zę, że ilość mu­tacji za­le­ży od tem­peratu­ry. Prze­sze­dłem do kuch­ni przy­go­to­wać po­żyw­kę z mąki kukurydzia­nej, aga­ru, cu­kru, wo­dy i drożdży. Nie znoszę te­go.

Ze złą wia­domo­ścią od­wie­dził mnie pro­mo­tor.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.