Start

24 02 2010 at 11:41 pm 500/dzień
tags
056
Mia­­­­­­­now­nik:
Edrache i Ka­­­­­­­pust­ka

Do­­­­­­­pełn­­­­­­­ia się
rysunek te­­­­­­k­stem lub tekst rysun­kiem

Celow­nik:
1 rysunek i 500 słów dzie­­­­­­n­nie

— tu­­­­­­­taj celowo po­­­­­­­mi­­­­­­­nięty bie­­­­­­r­nik

Na­­­­­­­d­rzęd­nik:
z kim z czym łatwiej po­­­­­­­ko­­­­­­­nać bie­­­­­­r­nik?

Mie­­­­­­j­scow­nik:
edrache.pl oraz ka­­­­­­­pust­ka.net

— wo­­­­­­­łacz na­­­­­­­stępuje po­­­­­­­ni­żej

Wni­kliwi z was już od­kryli, że mój avatar jest sa­łatą (próbu­ję so­bie to wy­obrazić w kon­tek­ście fil­mu Avatar). Po­wód: Ka­pusta wy­gląda go­rzej. Sa­mo słowo za­wie­ra pust­kę, ale rów­nież ka­pusia i ścia­nę, w for­mie „ka­pu­ścia­na”. Przy­zna­ję, nie są to zbyt po­zytyw­ne sko­ja­rze­nia. Na­zwa pow­stała, gdy stu­dio­wałem na wy­dzia­le chemii Po­li­tech­niki War­szaw­skiej. Prze­ro­sła mnie sym­pa­tycz­na ka­dra, czyste od­czyn­niki i bo­ga­te za­ple­cze tej uczel­ni. Często kładłem się na ko­rytarzach i oznaj­mia­łem: „A te­raz wy­stawiam li­ście do słońca i fo­to­syn­tezuję”. Adam Wilk w tym cza­sie był au­to­bu­sem i otwie­rał drz­wi. Na Po­li­bu­dzie każdy czymś był. Czymś in­nym. In­nym niż stu­den­tem.

Wy­brałem jed­ną hi­sto­rię, która być mo­że mnie de­fi­niu­je.

Pew­nego ma­jowe­go dnia wy­bu­ch­ła w mo­im do­mu awan­tu­ra. Nie pa­miętam, co w niej by­ło in­nego od sprzecz­ki po­przed­nie­go dnia. Kłóciliśmy się po­twor­nie i z ma­łym przer­wami. Po­myślałem, że życie w ciągłym stresie mu­si mieć swoją cenę psy­chicz­ną i jeśli po­zostanę, to w ja­kiś spo­sób osza­le­ję. W za­sadzie nie wnio­sko­wałem aż tak racjonal­nie. Ja po pro­stu prze­straszy­łem się te­go, co jest za mo­men­tem, gdy nie mo­żesz już dłużej wy­trzymać.

De­cyzję o wyj­ściu na zaw­sze, po­d­jąłem w kwadrans. Spa­ko­wałem: śp­iwór, nóż z ma­łą pi­łą do drew­na, pa­rę kom­ple­tów bie­lizny, lap­to­pa, te­le­fon, ko­smetycz­kę, za­pałki, po­lar, ma­łą łyżecz­kę, kil­ka gro­szy kie­szon­ko­we­go … oraz cz­te­ry eg­zem­plarze cza­so­pisma Com­puter­world! Trud­no o lep­szą re­klamę te­go pi­sma.

Przy­pusz­czacie, że za­nocowałem u zna­jomego lub dziew­czyny? Nie ch­cia­łem za­czynać sa­mo­dziel­no­ści, od za­le­ga­nia w czyimś miesz­ka­niu. Skręciłem pro­sto do lasu, w którym kie­dyś bu­dowałem sza­łasy i nocowałem w nich. Uzna­łem, że ten będzie mu­siał prze­tr­wać dłużej, bo jeśli nie zacz­nę za­rabiać, to za­miesz­kam tu na zaw­sze. Mia­łem tro­chę sz­czę­ścia – zna­lazłem po­tężną ga­łąź po­zostawio­ną przy wy­cin­ce i skróciłem ją przy użyciu pi­ły w scyzoryku. Po­wie­siłem, okrato­wałem mniej­szy­mi ga­łęzia­mi i na­łożyłem gru­bą war­stwę świer­ku i lesz­czyny. Próbo­wałem na­śladować przod­ka z cza­sów Bo­le­sława Ch­ro­brego.

Sa­mot­na noc w środ­ku lasu jest prze­rażająca, ale mniej, od sa­mot­nej nocy w środ­ku lasu i czytania Lovecrafta – co zdarzyło mi się wcze­śniej. Roz­pa­liłem ogni­sko. Ma on chyba więk­sze zna­cze­nie dla stanu du­cha niż cie­pła. Płomień wręcz prze­ma­wia: „wszyst­ko będzie do­brze”. Trud­niej od lęku za­ak­cep­to­wać twar­de i nie­rów­ne po­d­łoże. W końcu za­snąłem, płyt­ko i z przer­wami na do­kładanie ch­rustu, ale z da­la od ro­dziny. Te­le­fon nie za­dzwonił.

Po prze­bu­dze­niu, mi­mo, że ca­ły śmier­dzia­łem dy­mem, mu­sia­łem pójść do sz­ko­ły. Nie wie­dzia­łem, co zro­bić ze śp­iworem, ko­smetycz­ką i Com­puter­worl­dami. Za­brałem się do ko­pa­nia ma­łego wil­cze­go do­łu. Tu­taj ma­ła rada prak­tycz­na. Spo­ty­ka­jąc na spa­cerze sza­łas, uważaj­cie na roz­stawio­ne w po­bliżu skryt­ki-pułap­ki.

Mia­łem do dys­po­zycji tyl­ko ma­łą łyżkę do her­baty. Oder­wałem pięt­na­sto­cen­ty­metro­we po­szy­cie i za­cząłem dłubać po­między ka­mie­nia­mi, ko­rze­nia­mi i ro­baka­mi. W tam­tym cza­sie by­łem głów­nym ar­chi­tek­tem pro­jek­tu stu­denc­kie­go pro­jek­tu, obej­mu­jącego cz­ter­dzie­ści osób i dwie uczel­nie. W środ­ku ko­pa­nia schow­ka za­dzwonił ko­or­dyna­tor i za­pytał o schemat bazy da­nych. Był to mo­ment sz­cze­gól­ny. Jed­ną ręką ro­z­ma­wia­łem o za­kładaniu in­dek­sów na ta­bel­kach, drugą ryłem dziu­rę na ukrycie śp­iwora. Mo­je cia­ło by­ło łącz­nikiem między dwoma od­le­głymi epo­ka­mi!

Po­tem pa­dało przez dwa dni. Mój nowy dom prze­mókł. Skryt­ka za­mie­niła się w zbior­nik wo­dy i uto­piła bez­cen­ne eg­zem­plarze Com­puter­world. Po­dzi­wiam lu­dzi z epo­ki Ch­ro­brego. Ja, na­stęp­nym razem, jak będę na zaw­sze opusz­czał dom, po­szukam so­bie ja­kieś ja­ski­ni!

18-05-05_1438Kon­struk­cja

18-05-05_1437Po­słanie

18-05-05_1433Skryt­ka otwar­ta

18-05-05_1434Skryt­ka za­mk­nięta

18-05-05_1436Wi­dok na po­szy­cie

18-05-05_1442Oraz wi­dok z dro­gi

2 Responses to “Start”

  1. Lukino says:

    Nie rozumiem czemu sałata a nie kapusta. Sałata kojarzy mi się tylko z jednym – kasą. A w KAPUŚCIE zapomniałeś o jeszcze jednym słowie, dodającym pierwiastek romantyczny i na pewno porywający niejedna kobietę: USTA.
    Nie jeden Pomorzanin, zwłaszcza urodzony w Ustce nie widzi swego zycia bez slowa: KAPUSTKA

    !!! KAPUSTKA !!!! KAPUSTKA !!!

  2. kapustka says:

    Wow, dzięki. Nie wiem czy dziewczyny lecą na kapustę, ale nawet drobna świadomość, że BYĆ MOŻE tak, sprawia mi wielką przyjemność! :)

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.